„Wygrywanie oznacza brak strachu przed przegraną”

Rynek to gra psychologiczna

By Marcin Radlak

Dzisiaj w pewnym momencie doznałem olśnienia. Oczywiście, aż głupio pisać, ponieważ wydawać się to może bardzo banalne, ale skoro postanowiłem zapisywać wszystko co może być wartościowe, postanowiłem to również opublikować w dzisiejszym wpisie. Chodzi o to, że rynek zazwyczaj utożsamia się z ogromną masą zleceń kupna i sprzedaży, czymś bezosobowym, maszyną, z którą chce się wygrać. Ja takiego przekonania gdzieś głęboko w podświadomości się trzymałem, aż nagle uświadomiłem sobie, że można by na to spojrzeć z innej strony:

Giełda to ogromny zbiór osób, które zebrały się, aby zarobić na utrzymanie, potrzeby czy nawet marzenia. Uczestnikami są najzwyczajniej w świecie – ludzie.

Celem każdego gracza jest bez wątpienia zysk – im większy tym lepiej. Mając do wyboru tylko dwie możliwości – otworzyć pozycję długą (licząc na wzrost) lub krótką (przewidując spadek), mogą spełnić swoje potrzeby w ciągu bardzo krótkiego czasu.

Każdy uczestnik ma wpływ na cenę waloru będącego przedmiotem transakcji. Oczywiście, ktoś dokonujący transakcje małą liczbą kontraktów, będzie taki wpływ miał dużo mniejszy, niż osoba mogąca sobie pozwolić na tysiące kontraktów w jednej chwili. Dlatego też, celem każdego nie powinno być przewidzenie, w którą stronę pójdzie rynek, a raczej w jaki sposób zachowają się inni uczestnicy tej gry.

Aktualna cena, to wypadkowa opinii każdego uczestnika rynku.

Skoro część osób uważa, że cena powinna pójść w górę, automatycznie będą otwierać długie pozycje.  Jeżeli osób kupujących jest więcej, niż tych, które chcą sprzedać, cena będzie coraz wyższa, zgodnie z prawem popytu i podaży – jeżeli czegoś jest za mało, a chętnych jest coraz więcej – cena wzrośnie. I będzie rosła, do momentu, kiedy nagle wszyscy uznają, że jest za drogo. Wtedy, rozpoczyna się wyprzedaż – uważając, że jest za drogo, chcą sprzedać jak najszybciej, jednak brak osób chętnych do zakupów, spowoduje, że sprzedaż zacznie odbywać się po coraz niższej cenie, aż do momentu, gdy będzie tak tanio, że pojawi się ponownie grupa osób, chcących dokonać zakupu.

W związku z powyższą sytuacją, zadaniem dobrego tradera jest zrozumieć psychologie tłumu, i wykorzystać tą wiedzę, aby otworzyć pozycję po tej stronie rynku, która jest większa (nie koniecznie chodzi o liczbę osób, a o ilość kontraktów, które są zdolni „wrzucić” na rynek). Trzeba umieć przewidzieć miejsca, w których opinia większości może ulec zmianie. Zadanie jest bardzo trudne w związku z tym powstało ogromnie wiele metod, dzięki którym gracze próbują ustalić, która strona słabnie lub przybiera na sile. Ale o tym, jakie są najlepsze metody na zyski, napiszę w następnym wpisie. Tutaj, jako że wpis rozpocząłem wczorajszego dnia, chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem, nad którym zastanawiałem się już od jakiegoś czasu.

Czy tak do końca tylko od nas zależy, jak poradzimy sobie na rynku?  Po tym jak spędziłem na Bundzie ponad dwa miesiące, zauważyłem, że system, który sprawdzał się rewelacyjnie w pewnych warunkach, nagle kompletnie przestaje działać. Wspominałem już o tym w jednym z moich wcześniejszych wpisów. Bardzo mnie zainteresował ostatnio ten fenomen. Chcę najzwyczajniej w świecie zrozumieć, w jaki sposób wykorzystać fakt, że zachowanie rynku zmienia się co jakiś czas abym mógł zmieniać strategię i wykorzystywać taką, która aktualnie ma najlepsze sznase powodzenia. Co jednak doprowadziło mnie do takiego wniosku?

Gdy przechodziłem z FTSE100 na Bunda, miałem opracowany system, który polegał na transakcjach opartych na odbiciach od poziomów wsparcia/oporu. Stosując się do niego, wyznaczałem takie miejsca, które w efekcie dawały możliwości kilkunastopunktowego zarobku. Trudno mi było trzymać się tego systemu, ponieważ często zmuszał mnie do otwierania pozycji przeciwko kierunkowi, w jakim poruszał się rynek. W pewnym momencie, uświadomiłem sobie, że ten system przestał działać, ponieważ wszystkie poziomy były przebijane o dobrych kilka punktów. W rezultacie opracowałem system, który polegał na przebiciach poziomów. W efekcie, udawało mi się zazwyczaj zebrać kilka punktów na każdej transakcji.

Ostatnio jednak system na wybicia przestał działać. Wrociłem do punktu wyjścia? Chyba jednak nie! Ponieważ wydaje mi się, że zaczęły działać odbicia od poziomów, czyli coś, co wcześniej działało i przestało. Będąc jednak nastawiony na wybicie, trudno jest mi przestawić się na odbicie. I myśle, że jest to jedna z najważniejszych przeszkód skutecznie blokująca mnie przed osiągnięciem systematyczności w moich wynikach. Największy problem polega na tym, że odbicia czy wybicia to dwie całkowicie przeciwstawne do siebie zachowania. W zasadzie nie może się zdarzyć nic innego, jak tylko te dwie sytuacje, ponieważ skoro nie będzie przebicia – będzie odbicie. Jak zidentyfikować momenty, które są charakterystyczne dla tych zachowań? To jest pytanie, na które cały czas szukam odpowiedzi, aczkolwiek aktualnie doszedłem do wniosku, że nic tego nie pokaże lepiej jak zachowanie arkusza zleceń. Na podstawie ilości ofert kupna i sprzedaży, oraz szybkości i wielkości dokonywanych transakcji jest się w stanie określić co ma większe prawdopodobnieństwo wydarzenia się – problem pojawia się odnośnie czasu reakcji mózgu – czyli jak szybko zareaguję na okazję otwarcia transakcji, gdy widoczna jest ona przez ułamek sekundy? Niestety, zazwyczaj reakcja jest zbyt późna. Zidentyfikowanie momentu wejścia i odpowiednio szybkie zareagowanie, to umiejętność wręcz niezbędna dla scalpera i dlatego skupiam się ostatnio na szkoleniu tej umiejętności. Nie wiem, czy opisane rozumowanie ma sens, i myślę, że przyjdzie czas, kiedy się dowiem. Dlatego, jeżeli ktoś ma jakiś pomysl na rozwiązanie tego dylematu, zapraszam do dyskusji.

Na zakończenie wpisu, chciałem zwrócić uwagę, na to co zauważyłem po dniu wczorajszym. Być może jest tylko jednorazowe spostrzeżenie, a może jednak powtarzający się fenomenem:

– rynek robiący nowe lokalne szczyty/dołki, które nie są w okolicy znaczących poziomów, za którymi mogą być ukryte zlecenia stop-loss, charakteryzuje się słabym wybiciem i szybkim powrotem – tłumacząc to na zachowanie traderów – ludzie nie boją się trade-ować przeciwnie do ruchu, jeżeli tylko nie ma w okolicy miejsc, którę uruchomić mogą zlecenia stop-loss, które potrafią spowodować nagły ruch o kilkanaście punktów w ciągu seknd. Jeżeli nie ma nikogo, kto w takich ważnych momentach będzie trade-ował przeciwnie do ruchu, łatwiej jest przepchać rynek dalej, na zrobienie czego potrzeba dużo mniej „siły” (mniejszy wolumen). Będę obserwował te zjawisko ponieważ tok rozumowania wydaje się być sensowny. Oczywiście, również chciałbym usłyszeć komentarze na ten temat.

Pozdrawiam

Tagi: ,

dodajdo

Skomentuj


pięć − = 1

Subskrybuj komentarze bez komentowania

Reklamy

Wsparcie finansowe

Jeżeli spodobała Ci się ta strona, pozostaw na niej komentarz, ponieważ nic innego tak bardzo nie motywuje, jak zainteresowanie ze strony odwiedzających. Jeśli posiadasz własną stronę o podobnej tematyce, umieść na niej linka do mojej strony i jeśli dasz mi o tym znać, zrobię to samo. A jeżeli dodatkowo uważasz, że ta strona jest wartościowa i masz taką możliwość, możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą abym mógł ją dalej rozwijać. Nie oczekuję żadnej płatności, aczkolwiek fundusze pomogą mi pokryć koszty poświęconego czasu.
Kwota: PLN
Dotpay.pl
Dziękuję!
Marcin Radlak

Ankieta