„Our deepest fear is not that we are inadequate. Our deepest fear is that we are powerfull beyond measure.”

Psychologiczne pułapki

By Marcin Radlak

Zastanawiałem się ostatnio co ciekawego mógłbym napisać na temat psychologii. Szczerze przyznam, że miałem kompletną pustkę odnośnie tego tematu jednak gdy zaczęliśmy rozmawiać z kolegą o błędach, jakie jeszcze popełniamy, okazało się, że nie zdając sobie właściwie sprawy, dzień w dzień walczymy z wieloma pułapkami psychologicznymi. Bardzo rzadko zdarza mi się ostatnimi czasy popełnić jakiś karygodny błąd, któremu towarzyszą emocje nie do zniesienia, więc mogło by się wydawać, że sferę psychologiczną mam już uporządkowaną. Aczkolwiek, po głębszym zastanowieniu uświadomiłem sobie, że nie jest to takie łatwe a tym bardziej szybkie. Poprostu pułapki w jakie wpadam, nie kosztują mnie już tyle, ile kosztowały wcześniej (i chodzi tu głównie o koszty pieniężne). Najważniejsze jest mieć świadomość ich istnienia, dzięki czemu szybciej możemy sobie uzmysłowić, że dzieje się coś niedobrego i automatycznie przerwać „samobójcze” działanie.

Dla przykładu, bardzo często zdarza się, że rynek „umiera”, czyli porusza się w sposób bardzo losowy, przy małym obrocie, a do tego w zakresie 2-3 punktów. Ze względu na małą liczbę uczestników, jedno większe zlecenie potrafi wywołać dynamiczny skok cen, który jest bardzo kuszący, a powtórzony kilka razy  „hipnotyzuje” i zachęca do gry. Łatwo się chyba domyśleć, że wykonywanie transakcji w takich bardzo niepewnych warunkach zazwyczaj prowadzi do systematycznych strat. Oczywiście, są osoby, które preferują taką sytuację – ja niestety jeszcze nie potrafię jej wykorzystać na moją korzyść.

Inną pułapką, w jaką jeszcze daję się złapać  jest fakt, że czasem rynek porusza się w taki sposób, który ciężko jest mi zrozumieć. Najlepszym rozwiązaniem w takim przypadku jest kompletnie odsunąć się od ekranu i tylko obserwować to co się dzieje, próbując zrozumieć i obmyślić strategię, która mogła by zadziałać. Niestety, pojawia się wtedy nieodparta pokusa trade-owania, która oczywiście przynosi efekty, które również łatwo przewidzieć – straty.

Kolejnym przykładem jest fakt pogoni za rynkiem. Bardzo często mając dobrze obmyślony i przygotowany setup, w ostatniej chwili usuwam zlecenie, ponieważ tracę wiarę w to, że będzie to dobre zagranie. Zazwyczaj bywa tak, że rynek dochodzi do miejsca,  w którym miałem wykonać transakcję i automatycznie odbija się idąc w kierunku, w jakim miał iść. Pojawia się wtedy uczucie żalu, że wycofałem się z tak dobrego ustawienia. Najgorsze jest jednak to, że  uczucie żalu i chęć udowodnienia sobie, że mam  zawsze rację powoduje, że próbuję gonić rynek i pomimo tego, że uciekł już kilka punktów, wchodzę natychmiast we wcześniej planowanym kierunku. Problem w tym, że zazwyczaj transakcja tak otwarta przemienia się w stratę ze względu na znacznie zwiększoną odległość zlecenia stop. Podczas gdy w początkowej sytuacji było przykładowo ustawione 3 punkty poniżej wejścia, teraz nie ma powodu aby zostało umieszczone gdzieś indziej, przez co zwiększa się do np. 6 punktów. Niestety, ból jaki jestem w stanie wytrzymać, często przerasta możliwości utrzymania pozycji z większym niż aktualnie wyliczonym stopem i gdy cena cofnie się chociażby do miejsca, w którym miałem transakcję otworzyć, pojawia się panika i często zamykam trade-a. W efekcie, coś co mogło być kilku punktowym zyskiem, lub w najgorszym przypadku, zakończyć się na zero – generuje stratę. Dodatkowo, gdy ostatecznie cena pójdzie w zamierzonym kierunku, pojawiają się różnego rodzaju negatywne uczucia, a najgorsze z nich to chęć zemsty, która powoduje, że następne transakcje nie są przemyślane, a wykonywane są tylko po to, żeby odrobić stratę zaliczoną na transakcji, która mogła być bardzo solidnie na plus.

Najgorsze w powyższych sytuacjach jest to, że jeśli faktycznie straci się część kapitału, nawet niewielką, chęć odrobienia strat, zaczyna wzrastać, napędzając przy tym chęć trade-owania, co generuje zazwyczaj jeszcze większe straty.W efekcie, przy zmienności 5 punktowej, jest się w stanie szybko dojść do dziennego limitu strat, podczas gdy nic znaczącego się nie wydarzyło! Pół biedy, jeśli uda się zatrzymać na tym limicie… najgorsza szkoda psychologiczna powstaje gdy znacznie przekroczymy swój dzienny limit. Ból, żal czy nienawiść są tak ogromne, że możemy potrzebować sporo czasu, żeby o nich zapomnieć, przez co podkopana zostaje tak bardzo potrzebna pewność, co do swoich umiejętności.

Można znaleźć jednak kilka pozytywów w tej niby tragicznej sytuacji. Negatywne emocje podczas dużych strat kojarzone są z działaniami, które do nich doprowadziły. Przypominając sobie doświadczenie Pavlova z psem, po wystarczająco dużej liczbie takich dni, złe działania zostaną utożsamione z pułapkami psychologicznymi, które do nich doprowadziły, a dzięki temu, gdy tylko zaczniemy ponownie wykonywać transakcje, kiedy nie powinniśmy ich robić, automatycznie przypomną nam się emocje, przez które przechodziliśmy ostatnim razem. To pozwoli zatrzymać się i odsunąć od ekranu oraz przerwać trans w jaki wpadliśmy.Takie rozumowanie po części wyjaśnia sytuację, dlaczego większość najlepszych traderów na świecie, musiała stracić cały swój kapitał, aby zostać jeszcze lepszymi traderami. Ból pojawiający się po ogromnych stratach utożsamiany jest z działaniem, które do niego doprowadziło, a że mózg ludzki działa w taki sposób, aby dążyć do przyjemności i uniknąć cierpienia, nigdy więcej nie popełniają tego samego błędu. I właśnie te lekcje powodują, że trading jest tak ciężki.

W jakie jeszcze pułapki można wpaść? Zapraszam do odpowiedzi w formie komentarzy.

Pozdrawiam

P.S. A na koniec świetnie zobrazowany sposób myślenia początkującego tradera, który idealnie pasuje do poruszonego tematu (nie pamiętam źródła). A żeby nie było, że jestem wyjątkiem – sam przez prawie dokładnie taki scenariusz przeszedłem.

Umysł tradera

Tagi: , ,

dodajdo

3 Responses to “Psychologiczne pułapki”

  1. Max

    Witam,
    Będąc na mazurach nie próżnowałem… tak jak pisałem wcześniej ćwiczyłem MENTAL SKILL. Zobaczymy we wrześniu jak tam MÓJ „trading in the zone”.
    Jest parę rzeczy (ćwiczeń), które pomagają wyrwać się z tego pasma emocjonalnych porażek.
    Elder Alexander w książce „Zawód Inwestor Giełdowy” („Trading for a living”) poświęca ok. 50 stron na psychologię jednostki. Cenię Eldera za to jak bardzo poszukując wolności, wyrwał się z komunistycznej Rosji w 1974r (co nie było łatwe) z 25$ ruszył na podbój USA nie znając nikogo w tym kraju… Zrobił specjalizację z psychiatrii i taki miał również zawód, ale ostatecznie całkowitą wolność znalazł na … giełdzie. Jak sam pisze, jego kariera była pełna wzlotów i upadków i bez przerwy przesuwając się do przodu napotykał na mur – rujnujący jego rachunek. Bardzo powoli ulepszał metody inwestycyjne, ale stwierdził że PRAWDZIWY przełom nastąpił wtedy, gdy zdał sobie sprawę, że klucz do sukcesu już ma i znajduje się w jego głowie, a nie we wnętrzu komputera…
    Jak zainteresowałem się rynkiem kontraktów (przede wszystkim dlatego, że można grać nie tylko na zwyżkę, ale i na zniżkę – czyli teoretycznie zawsze : ), to Zawód Inwestor Giełdowy była pierwszą książką jaką przeczytałem…
    Dzięki temu, nie dość że trwale zaraziłem się pasją do rynku, również ochroniłem się przed dużymi stratami. Pomogło mi w tym właśnie ćwiczenie Eldera, który pisze:
    ”Bagaż mentalności nabytej w dzieciństwie może okazać się przeszkodą na drodze do sukcesów na giełdzie. Jeżeli chcesz się zmienić, musisz poznać swoje słabości. Prowadź dziennik zawartych transakcji – ZAPISUJ TAM PRZYCZYNY WEJŚCIA I WYJŚCIA Z RYNKU. Szukaj powtarzających się SCHEMATÓW SUKCESÓW I PORAŻEK.”
    Zapisując swoje emocje, rozumiałem, że nie jestem gotów do gry dużymi stawkami od razu po tym jak otworzyłem pierwszy raz kontrakt na wig20… Stad od razu przeszedłem na niższe stawki. Zapisując swoje emocje rozumiałem rok temu, że tak naprawdę nie mam wiedzy na temat AT i tego co robie. Więc, przeszedłem wtedy na grę na demo. Wracam często do tych pierwszych 60 stron tej książki i z biegiem czasu rozumiem coraz więcej. „Trading in the Zone” również zupełnie inaczej wchodzi teraz, niż 4 miesiące temu… Wiele rzeczy jest jaśniejsze. Mark Douglas wręcz opisuje i pokazuje na przykładach (dziecko które boji się psa), że Bagaż mentalności nabytej w dzieciństwie może okazać się przeszkodą na drodze do sukcesów na giełdzie. Douglas to wyjaśnia. Timothy Morge (opanował metodę Andrew Pichfork do perfekcji) również piszę tutaj:
    http://www.trading-naked.com/morge-everything.html
    „Everything You Needed to Know About Trading You Learned in Kindergarten”.
    Proponuję dobrym ćwiczeniem jest właśnie wrócenie i przeczytanie np. do „Trading in the zone” po to by sobie przypomnieć albo rozjaśnić wcześniej przepuszczone przez palce rzeczy.
    Każdy jest inny i każdy ma inne słabości. Sztuką jest je zidentyfikować, wykryć je i zmienić.
    Rozwiązanie, Tima z wypisywaniem czeku na aktualne wejście, było adaptacją i akceptacją ryzyka. Nie każdy ma ten sam problem, więc nie każdemu to ćwiczenie jest potrzebne. Ale Douglas opisuje każdy wyżej opisany przez Ciebie problem w swojej książce i daje rozwiązanie w postaci 5 fundamentalnych prawd o rynku.
    Dodatkowo do tych prawd dorzuca 7 zasad bycia konsekwentny zwycięzcą. Przetłumaczyłem sobie te prawdy i zasady na polski i zapisałem w zeszycie.
    Super uzupełnieniem tych prawd jest track01 i track07 afirmacji, które kiedyś na wrzuciłem bloga. Wyjaśnia to o czym pisze Douglas w bardzo krótki i przejrzysty sposób. Je również przetłumaczyłem na polski (ponieważ myślę w języku polskim) i czytam w skupieniu kiedy mam czas. Myślę, że jest to dobre ćwiczenie pomagające dostosować myślenie i umysł, by pozostał w stanie ciągłego skupienia podczas tradowania i obiektywnie oceniał szansę na rynku. Douglas nazywa to „Trading in the zone” ja to nazywam „dobrym stanem mentalnym i skupieniem na obiektywnym myśleniu z perspektywy rynku”.

    Na pytanie w jakie pułapki można jeszcze wpaść, chciałbym zobrazować pewne myślenie, które jest pułapką.
    Piszesz, że negatywne emocje podczas dużych strat kojarzone są z działaniami, które do nich doprowadziły i że po wystarczającej dużej liczbie takich dni, złe działania zostaną utożsamione z pułapkami psychologicznymi, które do nich doprowadziły, powołując się na doświadczenie Pavlova z psem. Myślę, że jest to błędne założenie, które jest pułapką.
    Moim zdaniem jest to próba usprawiedliwienia swoich błędów. Ucieczka od odpowiedzialności za błędy i wmawianie sobie, że jeśli się powtórzy te błędy odpowiednią ilość razy i się na tym przejedzie to zmiana przyjdzie sama, ponieważ błędy te w chwili wykonywania transakcji przypomną nam negatywne emocje które doprowadziły do tych błędów, co pozwoli zatrzymać i odsunąć się od ekranu. Zauważ, że jeśli popełniasz już błędy i lokalizujesz je bazując na swojej wiedzy, już masz szansę na pracę nad sobą i nie musisz czekać na ilość powtórek aż zabolą Cię niemiłosiernie… Niemiłosiernie na tyle, że ból będzie tak wielki, że odsunie Cię od ekranu w chwili kiedy będziesz chciał popełnić gafę. Pytaniem jest jak głęboko musi sięgnąć destrukcyjna frustracja aby zabolała na tyle by zrobić z Ciebie obiektywnego obserwatora? Ile musi wypić alkoholik by zrozumieć swój „błąd”?
    Chodzi mi o to, że skoro masz rozwiązanie na tacy, przed sobą, widzisz te błędy, wiesz co robisz źle, wiesz, że musisz się zmienić, a Ty piszesz, że „po odpowiedniej dużej liczbie błędów….” itd. to tak samo jakbyś napisał: „nie chce się na razie zmieniać, spróbuję jeszcze sobie tak pograć, a jak mi się nie uda i jeszcze parę razy mi się nie uda to wtedy na pewno się zmienię (sam)”. Skoro widzisz błąd i identyfikujesz go, nic innego go nie zmieni jak Ty sam. Pytanie tylko kiedy to zrobisz? Czekając na wielką porażkę, która jest inna dla każdego, czy próbując zaakceptować swoją słabość, i walczyć z nią…
    To jest ta pułapka o której piszę… Nie ma co liczyć w ogóle na to, że powtarzanie tych samych błędów gdziekolwiek nas poprowadzi, bo według mnie poprowadzi nas to do klęski a niekoniecznie sięgniemy dna… A nawet jeśli sięgniemy to czy wtedy zdołamy się odbić?
    Niekonsekwencja pochodzi od nas, ponieważ rynek jest taki sam każdego dnia, raz rośnie raz spada – nic więcej. Ćwiczenia Douglasa uczą myśleć właśnie z perspektywy rynku.
    Zauważ, że alkoholik, też nie chce się na razie zmieniać, wypije sobie jednego, potem drugiego a ewentualnie jakby mu się zdarzyło wypić więcej tak np. opamięta się po 10 kolejnych i wyląduje śpiąc pod sklepem to wtedy rzeczywiście się zmieni… Tylko na jak długo się zmieni mając takie myślenie? Myślenie, które mówi mu, że jak wypije jednego to nic mu się nie stanie. Jeden błąd (jedno wejście) i potem kolejny itd. Wie, że robi źle i nie stara się kontrolować tego co robi źle (czyli nie pić – dla tradera nie popełniać błędów), tylko stara się kontrolować to jak to robi źle (czyli ograniczać się w błędach i kontrolować te błędy)….
    Moim zdaniem to co nazywasz „wystarczającą dużą liczbą takich dni” nie prowadzi do zrozumienia, a prowadzi do frustracji, która może prowadzić do „wielkiej straty”, która ewentualnie może kogoś zmienić, choć nie koniecznie tak będzie. Niestety co to jest „wielka strata”… Dla każdego coś innego… Elder opisuje że większość uzależnionych alkoholików nie akceptuje bolesnej prawdy (tak jak trader, który nie akceptuje potrzeby zmiany siebie by nie popełniać błędów), dopóki nie sięgną dna… Tylko co jest dnem dla jednego nie jest dnem dla drugiego i to jest bardzo istotne. Niektórzy brnął głęboko i daleko im do dna… A inni poddają się jak będą na dnie i się od niego nie odbijają.
    Dno wg Eldera:
    „Dla niektórych wiąże się to z groźną dla życia chorobą. Dla innych oznacza odrzucenie przez własną rodzinę albo utratę pracy. Upadek musi być na tyle bolesny, że w końcu uniemożliwia zaprzeczenie”.
    Elder pisze dalej:
    ”Większość ludzi idzie przez życie, popełniając w wieku sześćdziesięciu lat te same błędy, co w wieku lat dwudziestu. Inni odnoszą powodzenie w jednej dziedzinie i ujawniają swoje wewnętrzne konflikty na innym polu. BARDZO NIEWIELE OSÓB DAJE SOBIE RADĘ Z WŁASNYMI PROBLEMAMI”…. I dalej: „Ludzie, którzy nie uczą się na błędach z przeszłości, są skazani na ich powtarzanie”.
    Douglas piszę, że jest sposób żeby się wydostać ze spirali emocjonalnych błędów w tradingu ale wymaga to pracy nad sobą i wysiłku. Nie tylko jego ćwiczeniami które wymienia w książce można to uczynić. Wg niego traderzy, którzy stali się stale i konsekwentnie zarabiającymi, o których można przeczytać w książkach i artykułach, większość z nich łączy jedna rzecz wspólna… Stracili coś dużego (coś znaczącego) w którymś momencie swojego życia… Zazwyczaj już jako traderzy… I dużo ludzi którzy doświadczają tego nie zdrowieją i nie powracają do normalnego stanu… (tak jak alkoholicy opisani w książce Eldera). Jest jednak kilku, którzy potrafią się podnieść… i w rezultacie swoich doświadczeń, zmienili sposób w jaki myślą. Tak właśnie zrobił Douglas, przecież on nie był od razu zarabiającym traderem i również miotał się z tym parę lat. Tak samo Elder, co zresztą opisuje w swojej książce. Tak samo inni traderzy popełniali te same błędy co każdy i też o tym mówią i piszą. Dopiero potem to zrozumieli i na bazie doświadczeń ładnie to opisali… Dodatkowo dając nam ćwiczenia jak się z tego wydostać. Ćwiczenia, które sami używali…
    Od nas zależy czy będziemy czekać, aż „życie nas zmieni” czy „weźmiemy los w swoje ręce” i sami się zmienimy.
    Wiem, że nie napisałem niczego odkrywczego, wiem że większość co to czyta wie o tym, problem polega nie na wiedzy czy na rozumieniu, ale na zmianie swojego podejścia, a ludzie nie lubią się zmieniać…
    Co myślisz Marcin na temat pułapki którą opisałem?
    Pułapki, która zaślepia nam braniu tego o czym piszą inni, czyli nie popełnianiu błędów. Pułapki, która wmawia nam, że póki czegoś nie spróbuję to się nie przekonam.
    Pułapki, która odciąga nas od tego co mamy wyłożone na tacy.
    Pułapki, która nie pomaga nam się zmienić tylko „odkłada” to na dalszą „chwilę”.
    Pułapki, która ściąga nas na dno przez pasmo niepowodzeń i frustracji, przez ciągłe popełnianie tych samych błędów.
    Pułapki z której coraz ciężej się jest uwolnić….
    Proponuję przeczytać rozdział PSYCHOLOGIA JEDNOSKI z ksiązki, Zawód Inwestor Giełdowy.
    Tam jest dokładniej wytłumaczona idea tego o czym tutaj napisałem.
    Ewentualnie Trading in The Zone – to już jest nie tylko wiedza ale i dokładny opis mechanizmu rynku i mechanizmu ludzkiego umysłu.
    Pozdrawiam,
    Max.

    #231
  2. Czesc Max, mysle ze napisales swietny i bardzo merytoryczny komentarz. Dal mi sporo do zastanowienia fakt, ze nie zgodziles sie z tym, co ja uwazam, za bardzo kluczowe. A mianowicie potrzeba popelnienia ogromnego bledu, aby w koncu zrozumiec. Byc moze moich mysli nie przelalem dokladnie na slowa tak, jak powinienem. Dlatego postaram sie troche sprostowac o co mi chodzilo.
    Nie wiem czy kojarzysz trenera rozwoju osobistego, Anthony Robins? Pomaga ludziom zmienic kompletnie ich zachowanie, uporzadkowac zycie aby w koncu cieszyc sie jego pelnia, spelniac marzenia, odnosic sukcesy. Wykorzystuje m.in. NLP, hipnoze itp. Co jest jednak najwazniejsze to fakt, ze zauwaza on, iz ludzie potrafia dokonac niesamowitych zmian, maja taki potencjal, ktory pozwala im osiagnac co tylko sobie wymarza. Problem w tym, jak bardzo sa zmotywowani do osiagniecia tych celow. Wezmy jako przyklad osobe, ktora chce zrzucic zbedne kilogramy. Sam proces jest bardzo latwy – wystarczy spalac wiecej kalorii niz sie spozywa, a masa ciala spadnie. Skoro proces ten jest tak prosty, dlaczego jest tak wiele osob niezadowolonych ze swojej nadwagi? Wszystko dlatego, jak juz juz pisalem, bazujac na Anthonym Robinsie, mozg ludzki dazy osiagania przyjemnosci i unikania bolu. Co gorsze, chodzi tu o natychmiastowa przyjemnosc i natychmiastowy bol. Osoba, ktora stoi przed decyzja zjedzenia smacznego deseru, a uciazliwego treningu, wybierze deser, odkladajac trening na pozniej. Dlaczego? Przyjemnosc jaka daje w tym momencie deser jest duzo wieksza. Dopiero po zjedzeniu pojawiaja sie wyrzuty sumienia, zal, bol, zlosc na swoj wyglad. Co jednak sprawia, ze niektore osoby sa w stanie odmowic sobie deseru decydujac sie na trening? Wlasnie fakt, ze doszly juz do takiego momentu, kiedy patrzenie na siebie w lustrze sprawia im bol, kiedy przebywanie z ludzmi, sprawia im bol i jest on tak wielki, ze przewyzsza przyjemnosc zjedzenia ciastka. Skoro bol jest wiekszy, mozg zdecyduje sie na trening, poniewaz wie, ze to wiazac sie bedzie z przyjemnoscia. Najwazniejsze jednak jest to, ze dochodzi sie do momentu, w ktorym zrobienie rzeczy zlych dla nas staje sie tak bolesne, ze latwiej jest zrobic cos, co wczesniej wydawalo sie nie do zrobienia.
    Wracajac na pole tradingu. Bycie zdyscyplinowanym, stosowanie sie do regul, jest bolesne (tak jak trening dla osoby chcacej zrzucic wage) pomimo, ze w dluzszym terminie prowadzi do przyjemnosci (mniejsza masa ciala wiaze sie z atrakcyjnoscia, lepszym zdaniu o sobie samym, wieksza pewnosc siebie). Dlatego, dopoki nie zrozumie sie tego, ze przyjemnosc bedzie wieksza, mozg ludzki decyduje sie na gre chaotyczna, bez zasad, bez dyscypliny (zjedzienie deseru), poniewaz nie musimy myslec, nie musimy zastanawiac sie, poprostu tak jest latwiej. Daje nam to natychmiastowa przyjemnosc, jednak tylko do zamkniecia pozycji ze strata. Strata, jest juz niestety bolesna (wyrzuty sumienia po zjedzeniu deseru).
    Dlatego piszac o tym, ze musimy popelnic wystarczajaca liczbe pomylek, aby zrozumiec, ze one do niczego nie prowadza, mialem na mysli dzialanie, ktorego wynikiem bedzie ta zmiana w mozgu, ktora sprawi, ze natychmiastowa przyjemnosc bedzie duzo mniejsza niz zastosowanie sie do regul, dyscypliny – ktore w dluzszej perspektywie dadza tej przyjemnosci wiecej (np. zyskowne transakcje). Oczywiscie, tak jak piszesz – kazdy jest inny. Dla jednego zaliczenie dwoch strat w wysokosci dziennego limitu wystarczy, inny, bedzie musial wyczyscic cale swoje konto kilka razy, zeby w koncu nastapila ta przemiana w glowie. I nie chodzi tu o swiadomosc popelniania bledow, bo mysle, ze ona nie wystarcza. Oczywiscie pomaga nam zminimalizowac ich ilosc, aczkolwiek w najbardziej nieoczekiwanym momencie, mozemy nie byc w stanie powstrzymac sie przed katastrofa.
    Co do ksiazki dr Eldera, byla to chyba moja pierwsza ksiazka, ktora przeczytalem, gdy zaczalem juz tak na powazniej interesowac sie gielda… bylo to niestety 6 lat temu, wiec nie pamietam jej dokladnie. Byc moze przeczytam ja jeszcze raz, jak jak Trading in the Zone – tak to juz jest z ksiazkami gieldowymi – nie majac doswiadczenia w tym, o czym sie czyta, czesto przeskakujemy bardzo cenne informacje, dlatego zgadzam sie jak najbardziej z tym, ze powinno sie przeczytac kilka razy, szczegolnie te najlepsze pozycje.
    A tak na koniec, to ciesze sie, ze wakacje nie byly zmarnowane … czekam na kolejne komentarze Max, w ktorych napiszesz cos o postepach.
    Pozdrawiam i powodzenia ;)
    Marcin

    #232
  3. Pabloo

    Marcinie, to mój pierwszy post u Ciebie. Zajmuję się psychologią ekonomiczną, prowadzę badania nad podejmowaniem decyzji i fragment Twojego wpisu dał mi do myślenia. Chodzi mi o ten fragment o konsekwencjach straty, które polegają na zwiększeniu chęci dalszego grania.

    Człowiek nie jest racjonalnym decydentem (tym się właśnie zajmuję) i między innymi ma taką zgubną właściwość, że spostrzeżenie straty motywuje go do większego ryzyka (żeby ją odrobić/zapobiec) niż spostrzeżenie równoważnego zysku (np. zaryzykuję więcej żeby NIE STRACIĆ 100 złotych niż żeby je zyskać). Zabawne nie? I prawdziwe. Postaram się to ogarnąć i opublikować coś o tym zjawisku na moim blogu – zapraszam we wtorek (psychologiaekonomiczna.blogspot.com).

    p.s. Świetna strona – dodałem do ulubionych, mogę się z niej wiele dowiedzieć o praktyce (tego mi brakuje :P)

    #6125

Skomentuj


8 + = dziewięć

Subskrybuj komentarze bez komentowania

Reklamy

Wsparcie finansowe

Jeżeli spodobała Ci się ta strona, pozostaw na niej komentarz, ponieważ nic innego tak bardzo nie motywuje, jak zainteresowanie ze strony odwiedzających. Jeśli posiadasz własną stronę o podobnej tematyce, umieść na niej linka do mojej strony i jeśli dasz mi o tym znać, zrobię to samo. A jeżeli dodatkowo uważasz, że ta strona jest wartościowa i masz taką możliwość, możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą abym mógł ją dalej rozwijać. Nie oczekuję żadnej płatności, aczkolwiek fundusze pomogą mi pokryć koszty poświęconego czasu.
Kwota: PLN
Dotpay.pl
Dziękuję!
Marcin Radlak

Ankieta